*Rydel*
Obudziłam się rano w obięciach mego wybawiciela. Nie wierzyłam że to wszystko co działo się wczoraj i dzieje się dziś było naprawdę. Zdjęłam lekko rękę Ella z moich pleców i powoli, ostrożnie zaczęłam wstawać z łóżka. Założyłam szlafrok i kapcie w króliczki i po cichu na palcach wyszłam z pokoju aby nie obudzić Ella. Gdy dotarłam do drzwi i się odwróciłam, odetchnęłam z ulgą. Mój książę jeszcze spał. Zeszłam więc na dół i udałam się do kuchni po coś do jedzenia. Zajrzałam do lodówki ale niestety nie było tam niczego co chciałabym w tym momencie zjeść. Wróciłam więc do pokoju. Już chciałam się skradać żeby nie obudzić Ella, lecz ten leżał już na kołdrze, a jego głowa wpatrywała się teraz w sufit. Gdy otwierałam drzwi lekko zaskrzypiały i w tej oto chwili momentalnie głowa Ellingtona przekręciła się w mą stronę.
- Hej - powiedziałam i usiadłam na łóżku
- A no hej - odpowiedział rozmarzony
- Dobrze się spało ? - spytałam z ciekawości bo jak dla mnie to wspaniale
- A Bardzo Dobrze :) A czemu się pytasz ?
- A tak po prostu - odparłam - Ell ja jadę po jedzenie do sklepu chcesz coś ?
- Chcę, ale poczekaj to pojadę z Tobą
- Ołkay
Podeszłam do szafki i wyciągnęłam taki zestaw ubrań, bo pomyślałam że będzie najodpowiedniejszy i do sklepu i na cały dzień. Weszłam więc do łazienki i związałam włosy w taki kok, a następnie umyłam moje śliczne ząbki i wyszłam. Sięgnęłam po torbę, zabrałam klucze i wsiadłam do samochodu. Ratliff przyszedł po około 5 minutach. W drodze do sklepu każdy siedział cicho i jakby zajmował się własnymi sprawami lub jakby to lepiej nazwać obmyśleniami. Ja siedziałam i myślałam jak to będzie dalej. Co się wydarzy i co się dalej potoczy... Czy wydarzy się coś co zmieni moje życie... Z moich obmyśleń wyrwało mnie gwałtowne hamowanie samochodu.
- Już jesteśmy ! - krzyknął Ellington
- Czyś Ty zwariował !!? Przez to Twoje hamowanie prawie na zawał nie zeszłam.
- Przepraszam... Nie chciałem
- No już dobra - odpowiedziałam z uśmiechem - nic się nie stało.
Nagle Ell złożył ręce jakby się modlił i ukłonił się lekko z nimi przede mną.
- Dziękuję za wybaczenie łaskawa pani
- Hahahah - wybuchłam - Nie ma za co
Ludzie którzy przechodzili obok nas nie mogli zrozumieć o co nam chodzi i co robimy, a patrzyli się na nas jak na jakiś debili. Weszliśmy więc do sklepu żeby nie zrobić z siebie jeszcze gorszego pośmiewiska. Ja poszłam na dział z makaronami, a Ellington jak to każdy z Ratliff'ów i mych braci by zrobił - poleciał na dział z czekoladą. Po makaronach poszłam na warzywa i owoce. Wyciągnęłam reklamówkę i zaczęłam wkładać do niej pomidory, a do następnej ogórki. Gdy spakowałam jeszcze sałatę, mandarynki, jabłka i arbuza udałam się zobaczyć co robi mój przyjaciel. Moim oczom ukazał się Ellington, który szperał coś po szafkach z czekoladą. Musiałam go stamtąd odciągnąć bo w ręku już trzymał bardzo dużo słodyczy. Podeszliśmy do kasy bez słowa i powkładaliśmy na taśmę wszystkie nasze produkty które mieliśmy w koszyku. Zapłaciłam, a Ell wziął zakupy do samochodu. Postanowiliśmy że jeszcze się gdzieś przejedziemy. Pojechaliśmy do parku i poszliśmy na długaśny spacer. Była już to końcówka lata. Z drzew powoli spadały liście. Dzieci biegały po parku grając w berka lub zajmując się psem. Ja wraz z Ellem usiedliśmy na ławce i przyglądaliśmy się temu wszystkiemu. Później poszliśmy jeszcze na lody i kontynuowaliśmy spacer po parku. Niewiadomo skąd zrobiło się ciemno. Drogi teraz były oświetlone nie przez słońce lecz przez latarnie. Postanowiłam razem z Ellingtonem że wrócimy już do domu bo rodzice mogą się martwić, że wyjechaliśmy rano do spożywczaka, a wrócimy tak późno. Wsiedliśmy do samochodu, Ell odpalił silnik i zaczęła się poważna rozmowa.
- Rydel ? - Spytał - Czy Ty coś do mnie czujesz ?
Momentalnie mnie zamurowało i odpowiedziałam sucho.
- Oczywiście że nic ! Tylko przyjaźń - musiałam skłamać bo bałam się że jeżeli przypuśćmy on mnie kocha to nawet jakbyśmy chcieli być razem wytwórnia by nam n ie pozwoliła. Wtedy całe życie by mi się zawaliło więc wolałam żyć w ciągłym kłamstwie.
*Ell*
Jak Rydel wypowiedziała słowa ,, Oczywiście że nic ! ,, od razu poczułem jak łamie się coś we mnie w środku. Poczułem okropny ból w sercu i myślałem że nie wytrzymam w tym samochodzie i zaraz coś ze smutku i rozpaczy rozpi***ole. Głowa jednak podpowiedziała mi że może są jeszcze jakiekolwiek choćby minimalne szanse. Postanowiłem że w tej sprawie po prostu zamknę się i nie będę się odzywał do końca drogi. Jak już dojechaliśmy sięgnąłem do bagażnika po zakupy i zaniosłem je do kuchni. Nadal czułem jak serce mi się rozwala, a wszystkie marzenia i plany na przyszłość walą się jedno po kolei. Wyjrzałem przez okno i ujrzałem deszcz. Założyłem więc kaptur i udałem się do wyjścia. Gdy wychodziłem od Lynch'ów zatrzymała mnie Delly.
- Gdzie idziesz ? - spytała
- Wracam do domu - odpowiedziałem poważnie i tak jak wcześniej Rydel sucho.
Stanąłem przy ulicy, rozejrzałem się na wszystkie strony. Było wolne więc ruszyłem przed siebie na chodnik który był po drugiej stronie.Nagle usłyszałem krzyk za moimi plecami.
-Nie Ell ! Poczekaj...
Odwróciłem się i zobaczyłem Rydel biegnącą w moją stronę. Usłyszałem jakiś hałas i odwróciłem głowę w drugą stronę. Niestety tak jak myślałem ujrzałem tam samochód.
- Nie Delly !!! Uciekaj !!! - zacząłem krzyczeć. Ona odwróciła się i zobaczyła że nadjeżdża samochód. Krzyczałem uciekaj, lecz to nie pomagało bo ona zamarła ze strachu na środku ulicy. Rzuciłem więc wszystko i pognałem w jej stronę ile sił w nogach. Ocknąłem się na ulicy. Karetka była już na miejscu. Miałem zamglone oczy, lecz gdy tylko się tak jakby przebudziłem wstałem, podszedłem do Rossa i zacząłem się drzeć: Gdzie jest Rydel !!!.
Nagle zawołał mnie lekarz.
- Czy pan jest Ellington Ratliff ?
- Tak to ja - odpowiedziałem, a serce ze strachu biło mi 2 razy szybciej niż zwykle.
- Dzięki Panu pani Rydel Lynch Przeżyła.
W tym momencie poczułem jakby tonowy kamień spadł mi z serca. Zdążyłem.To słowo tkwiło mi w głowie.
- A coś jej się stało ?
- Nie spokojnie. Jest tylko trochę poobijana, ale to przez upadek na ziemie.
- A to dziękuje za informacje - odpowiedziałem z ulgą.
Po chwili karetka odjechała, a z ciemnych ulic wyszła Rydel. Wiatr podwiewał lekko jej włosy, a krople deszczu moczyły jej różowy lekko zakrwawiony podkoszulek. Po jej policzkach kapały lekko łzy i nawet przy takim wyglądzie Delly zawsze była śliczna. Podszedłem do niej bliżej i poczułem zapach jej cudownych perfum, które były rozprzestrzenione na jej całym ciele. Staliśmy teraz dokładnie naprzeciw siebie patrząc sobie w oczy, lecz długo to nie nastąpiło bo Rydel natychmiast wtuliła się we mnie. Poczułem jej ciało, głowę, włosy, które teraz są blisko przy mnie. Jeszcze nigdy nie było mi tak wspaniale jak teraz.
- Jjj-a Prze-ppr-Przepraszam - wydukała
- Ale za co ? - spytałem z troską
- Bo jjjj-ja... kła-kłamałam - powiedziała już trochę uspokojonym głosem.
- Z czym kłamałaś ?
*Rydel*
Nie mogła dotrzeć do mnie ta wiadomość że jeszcze parę sekund i gdyby nie Ell teraz leżałabym umarła lub w ciężkim stanie. Dzięki niemu jeszcze żyje. Postanowiłam więc że przestanę już kłamać i powiem mu to.
- Bbbb- bo ja.... Ja Cię kocham - poczułam ulgę gdy to powiedziałam, lecz bałam się jego reakcji.
*Ell*
- Na prawdę ? - nie mogłem uwierzyć w to co ona mówi i poczułem że moje marzenia zaczynają powracać do żywych
- Tak... Ja już od dawna Cię kochałam tylko że bałam się to powiedzieć, bo bałam się że coś pójdzie nie tak iiii... bałam się Twej reakcji...
- Ale Rydel... Nie było po co się bać...
-Jak to nie było po co ? - spytała z lekkim niedowierzaniem
-Nie było po co bo ja też Cię kocham... - odparłem i natychmiastowo objąłem Rydel w pasie. Ona lekko się do mnie przysunęła i patrzyliśmy sobie w oczy. Pogłaskałem ją lekko po policzku i musnąłem jej usta. Rydel lekko się zarumieniła ale odpowiedziała pocałunkiem.
-Rydel ja już tak nie mogę....
-O co chodzi Ell ? - spytała
- Czy zostaniesz moją dziewczyną ? - uklęknąłem
- Oczywiście że zostanę - odpowiedziała, a następnie przybliżyła się do mnie jeszcze bardziej. Ja zaś z podekscytowania, ulgi i oczywiście miłości podniosłem ją, zakręciłem wokół własnej osi, po czym wpiłem się w jej usta. Staliśmy tak w deszczu całując się namiętnie, nie zważając na innych ludzi. Wiemy jedno, było nam w tym momencie dobrze. Gdy już oderwaliśmy się od siebie, usłyszeliśmy brawa. Zaczęliśmy się rozglądać i zobaczyliśmy że wszyscy sąsiedzi stoją teraz w oknie bądź na balkonie i patrzą się na nas. Większość kobiet miało łzy w oczach jakby oglądały jakiś romantyczny film jak np. ,,Titanic,, , zaś mężczyźni z dumą patrzyli się na nas, a dzieci siedziały i oglądały nas ze skupieniem. Trochę się zawstydziliśmy i puściliśmy buraka, ale po dosłownie 10 sekundach wpadliśmy w głęboki śmiech.
*Victoria*
Patrzyłam teraz przez okno na Rydel i Ellingtona. Gdy Ell uklęknął zawołałam wszystkich z takim krzykiem jakby coś się paliło i wszyscy wyszliśmy na balkon. Nie ukrywam że poleciała mi łezka, a nawet dziesięć... Po chwili poczułam od tyłu objęcia Ross' a.
- Kochanie nie płacz - pocałował mnie w policzek i wytarł ręką moje łzy
- Jak mam nie płakać w tak pięknych momentach ? - spytałam i popłakałam się trochę mocniej
- Chodź - Wziął mnie na ręce i zaniósł do mego pokoju - Rydel i Ellington są szczęśliwi i naprawdę pięknie to wyglądało ale nie ma nad czym płakać - odparł troskliwie
- No dobrze... Ale wiesz że ja jestem szybko rozczulająca się - zaczęłam się lekko śmiać.
Wszyscy wrócili już do domu. Nawet ludzie, którzy oglądali całą tą akcje. Zeszłam na chwile na dół podeszłam do Ella i powiedziałam mu na ucho ,,Szczęścia,, on się tylko uśmiechnął i poszedł za Rydel. Gdy wróciłam na górę, usiadłam na łóżku koło Rossa i wtuliłam się w jego piękny kaloryferek. Włączyliśmy sobie film na komputerze. Naszła mnie ochota na ,,Trzy metry nad niebem,,. Ross gdy tylko to usłyszał zaczął się cieszyć jak małe dziecko. Nie wiedziałam że taki chłopak jak Ross czyli twardy, umięśniony i silny ogląda filmy pod gatunkiem ,,romantyczne,,. Powiem szczerze że to mnie trochę zadziwiło ale i zachwyciło. Po chwili usłyszałam duży szum wiatru. Trochę się przestraszyłam i ścisnęłam mocniej Rossa. Po minucie poczułam jakieś nagłe klepanie na ramieniu.Odwróciłam się, spojrzałam na mojego księcia i ujrzałam że jest on strasznie czerwony. Domyśliłam się o co chodzi a więc szybko go puściłam. on od razu zaczął szybko wdychać i wydychać zimne chłodne powietrze, które na szczęście dotarło do jego płuc, bo gdybym trzymała go tak jeszcze 2 minuty by się zadusił.
*Ross*
- Ależ Vic... Ja wiem że się boisz ale nie musisz mnie aż tak ściskać ! - zaśmiałem się pod nosem lecz ona tego nie usłyszała
- Przepraszam... - odpowiedziała winnie i opuściła lekko głowę.
Podniosłem jej podbródek, pocałowałem ją w jej śliczniusi nosek i odpowiedziałem.
- Spokojnie... Nic się nie stało.
- To dobrze... A teraz przepraszam Cię Ross ale muszę się przebrać...
- No a nie mogę zostać ?! Proooooosze - I BUM!!! Zrobił minę tego swojego zbitego pieska, a niestety w jego przypadku takie miny na Victorie działają...
Wyszczerzyłem więc w podziękowaniu swoje białe ząbki i czekałem aż Victoria zdejmie pierwszą partię ubrania. Po chwili Victoria była w samej bieliźnie. Teraz ujrzałem jej najprawdziwsze piękno. Zawsze była śliczna, ale dziś stała się jeszcze śliczniejsza. Jaj chudy brzuch idealnie dopasowywał się do luźnej piżamy, a nogi eksponowały się teraz pod sukienką (Ta fioletowa - od aut.).
- Czy mówiłem Ci już że jesteś najpiękniejszą dziewczyną na całym świecie ?
- Mówiłeś, ale możesz to powtórzyć - zaśmiała się
- To ten... Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie - powiedziałem z dumą
- Ach Dziękuję - I jeszcze teraz ten piękny szczery uśmiech. Poczułem się jak w siódmym niebie.
Położyliśmy się razem na łóżku u Victorii, ponieważ niestety ale ma ona wygodniejsze łózko niż ja. Vic przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją w pasie i pocałowałem w czoło. Po 5 minutach oboje odfrunęliśmy do Krainy Morfeusza.
-------------------------------------------------------
I jak wam się podoba rozdzialik ? Szkoda tylko że trochę mało komentarzy ma ten blog ;/
Ale jak obiecałam, tak napisałam.;]
I pytanie: O kim chcecie żeby było w rozdziale 9 ??
Życzę miłego czytania ;*
-Dusia-
- Dzięki Panu pani Rydel Lynch Przeżyła.
W tym momencie poczułem jakby tonowy kamień spadł mi z serca. Zdążyłem.To słowo tkwiło mi w głowie.
- A coś jej się stało ?
- Nie spokojnie. Jest tylko trochę poobijana, ale to przez upadek na ziemie.
- A to dziękuje za informacje - odpowiedziałem z ulgą.
Po chwili karetka odjechała, a z ciemnych ulic wyszła Rydel. Wiatr podwiewał lekko jej włosy, a krople deszczu moczyły jej różowy lekko zakrwawiony podkoszulek. Po jej policzkach kapały lekko łzy i nawet przy takim wyglądzie Delly zawsze była śliczna. Podszedłem do niej bliżej i poczułem zapach jej cudownych perfum, które były rozprzestrzenione na jej całym ciele. Staliśmy teraz dokładnie naprzeciw siebie patrząc sobie w oczy, lecz długo to nie nastąpiło bo Rydel natychmiast wtuliła się we mnie. Poczułem jej ciało, głowę, włosy, które teraz są blisko przy mnie. Jeszcze nigdy nie było mi tak wspaniale jak teraz.
- Jjj-a Prze-ppr-Przepraszam - wydukała
- Ale za co ? - spytałem z troską
- Bo jjjj-ja... kła-kłamałam - powiedziała już trochę uspokojonym głosem.
- Z czym kłamałaś ?
*Rydel*
Nie mogła dotrzeć do mnie ta wiadomość że jeszcze parę sekund i gdyby nie Ell teraz leżałabym umarła lub w ciężkim stanie. Dzięki niemu jeszcze żyje. Postanowiłam więc że przestanę już kłamać i powiem mu to.
- Bbbb- bo ja.... Ja Cię kocham - poczułam ulgę gdy to powiedziałam, lecz bałam się jego reakcji.
*Ell*
- Na prawdę ? - nie mogłem uwierzyć w to co ona mówi i poczułem że moje marzenia zaczynają powracać do żywych
- Tak... Ja już od dawna Cię kochałam tylko że bałam się to powiedzieć, bo bałam się że coś pójdzie nie tak iiii... bałam się Twej reakcji...
- Ale Rydel... Nie było po co się bać...
-Jak to nie było po co ? - spytała z lekkim niedowierzaniem
-Nie było po co bo ja też Cię kocham... - odparłem i natychmiastowo objąłem Rydel w pasie. Ona lekko się do mnie przysunęła i patrzyliśmy sobie w oczy. Pogłaskałem ją lekko po policzku i musnąłem jej usta. Rydel lekko się zarumieniła ale odpowiedziała pocałunkiem.
-Rydel ja już tak nie mogę....
-O co chodzi Ell ? - spytała
- Czy zostaniesz moją dziewczyną ? - uklęknąłem
- Oczywiście że zostanę - odpowiedziała, a następnie przybliżyła się do mnie jeszcze bardziej. Ja zaś z podekscytowania, ulgi i oczywiście miłości podniosłem ją, zakręciłem wokół własnej osi, po czym wpiłem się w jej usta. Staliśmy tak w deszczu całując się namiętnie, nie zważając na innych ludzi. Wiemy jedno, było nam w tym momencie dobrze. Gdy już oderwaliśmy się od siebie, usłyszeliśmy brawa. Zaczęliśmy się rozglądać i zobaczyliśmy że wszyscy sąsiedzi stoją teraz w oknie bądź na balkonie i patrzą się na nas. Większość kobiet miało łzy w oczach jakby oglądały jakiś romantyczny film jak np. ,,Titanic,, , zaś mężczyźni z dumą patrzyli się na nas, a dzieci siedziały i oglądały nas ze skupieniem. Trochę się zawstydziliśmy i puściliśmy buraka, ale po dosłownie 10 sekundach wpadliśmy w głęboki śmiech.
*Victoria*
Patrzyłam teraz przez okno na Rydel i Ellingtona. Gdy Ell uklęknął zawołałam wszystkich z takim krzykiem jakby coś się paliło i wszyscy wyszliśmy na balkon. Nie ukrywam że poleciała mi łezka, a nawet dziesięć... Po chwili poczułam od tyłu objęcia Ross' a.
- Kochanie nie płacz - pocałował mnie w policzek i wytarł ręką moje łzy
- Jak mam nie płakać w tak pięknych momentach ? - spytałam i popłakałam się trochę mocniej
- Chodź - Wziął mnie na ręce i zaniósł do mego pokoju - Rydel i Ellington są szczęśliwi i naprawdę pięknie to wyglądało ale nie ma nad czym płakać - odparł troskliwie
- No dobrze... Ale wiesz że ja jestem szybko rozczulająca się - zaczęłam się lekko śmiać.
Wszyscy wrócili już do domu. Nawet ludzie, którzy oglądali całą tą akcje. Zeszłam na chwile na dół podeszłam do Ella i powiedziałam mu na ucho ,,Szczęścia,, on się tylko uśmiechnął i poszedł za Rydel. Gdy wróciłam na górę, usiadłam na łóżku koło Rossa i wtuliłam się w jego piękny kaloryferek. Włączyliśmy sobie film na komputerze. Naszła mnie ochota na ,,Trzy metry nad niebem,,. Ross gdy tylko to usłyszał zaczął się cieszyć jak małe dziecko. Nie wiedziałam że taki chłopak jak Ross czyli twardy, umięśniony i silny ogląda filmy pod gatunkiem ,,romantyczne,,. Powiem szczerze że to mnie trochę zadziwiło ale i zachwyciło. Po chwili usłyszałam duży szum wiatru. Trochę się przestraszyłam i ścisnęłam mocniej Rossa. Po minucie poczułam jakieś nagłe klepanie na ramieniu.Odwróciłam się, spojrzałam na mojego księcia i ujrzałam że jest on strasznie czerwony. Domyśliłam się o co chodzi a więc szybko go puściłam. on od razu zaczął szybko wdychać i wydychać zimne chłodne powietrze, które na szczęście dotarło do jego płuc, bo gdybym trzymała go tak jeszcze 2 minuty by się zadusił.
*Ross*
- Ależ Vic... Ja wiem że się boisz ale nie musisz mnie aż tak ściskać ! - zaśmiałem się pod nosem lecz ona tego nie usłyszała
- Przepraszam... - odpowiedziała winnie i opuściła lekko głowę.
Podniosłem jej podbródek, pocałowałem ją w jej śliczniusi nosek i odpowiedziałem.
- Spokojnie... Nic się nie stało.
- To dobrze... A teraz przepraszam Cię Ross ale muszę się przebrać...
- No a nie mogę zostać ?! Proooooosze - I BUM!!! Zrobił minę tego swojego zbitego pieska, a niestety w jego przypadku takie miny na Victorie działają...
Wyszczerzyłem więc w podziękowaniu swoje białe ząbki i czekałem aż Victoria zdejmie pierwszą partię ubrania. Po chwili Victoria była w samej bieliźnie. Teraz ujrzałem jej najprawdziwsze piękno. Zawsze była śliczna, ale dziś stała się jeszcze śliczniejsza. Jaj chudy brzuch idealnie dopasowywał się do luźnej piżamy, a nogi eksponowały się teraz pod sukienką (Ta fioletowa - od aut.).
- Czy mówiłem Ci już że jesteś najpiękniejszą dziewczyną na całym świecie ?
- Mówiłeś, ale możesz to powtórzyć - zaśmiała się
- To ten... Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie - powiedziałem z dumą
- Ach Dziękuję - I jeszcze teraz ten piękny szczery uśmiech. Poczułem się jak w siódmym niebie.
Położyliśmy się razem na łóżku u Victorii, ponieważ niestety ale ma ona wygodniejsze łózko niż ja. Vic przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją w pasie i pocałowałem w czoło. Po 5 minutach oboje odfrunęliśmy do Krainy Morfeusza.
-------------------------------------------------------
I jak wam się podoba rozdzialik ? Szkoda tylko że trochę mało komentarzy ma ten blog ;/
Ale jak obiecałam, tak napisałam.;]
I pytanie: O kim chcecie żeby było w rozdziale 9 ??
Życzę miłego czytania ;*
-Dusia-