Translate

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 2

*Victoria*
Rano obudził mnie budzik. Niestety zapomniałam go tamtego dnia przestawić i zadzwonił o 08:00. Z bólem wstałam z łóżka, wybrałam taki strój i ruszyłam do łazienki.
Po około 30 minutach zwarta i gotowa, poszłam na dół do kuchni na śniadanie. Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam była kartka na stole. A napisane było na niej : 
Victorio, przepraszam ale musiałam jechać samochodem żeby dowieść meble. Koło telewizora leży Twój bilet, a śniadanie czeka w lodówce. Wylot masz o godzinie 12:00. Miłej podróży. 
                                                                              Mama
Odwróciłam się i rzeczywiście koło telewizora leżał bilet. Smutna że muszę lecieć sama otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej moje śniadanie. Usiadłam przy stole i zaczęłam spożywać posiłek. Po około 10 minutach byłam już gotowa, zamówiłam taksówkę i pojechałam na lotnisko. Na lotnisku, jak to na lotnisku pełno ludzi. *Dziwię się jak oni tu odnajdują swoich bliskich i jak widzą gdzie mają wejście na samolot* - pomyślałam. Ja również zaczęłam szukać. Trwało to 20 minut choć byłoby dłużej gdyby pan ochroniarz nie podpowiedział mi gdzie iść. Zmęczona stanęłam w kolejce i czekałam. W końcu przeszłam przez bramki, oddałam swój bagaż i znalazłam się na pokładzie statku. W samolocie widziałam jedno miejsce wolne ponieważ byłam ostatnia przez to moje ,,guzdranie,,. Usiadłam koło jakiegoś blondyna, a koło niego siedziała jakaś dziewczyna, również blondynka. Założyłam słuchawki i starałam odizolować się od świata, ale coś mi przeszkodziło...
-Hej, nazywam się Ross a Ty ?
-Cześć. Victoria jestem ;)
-A to jest moje rodzeństwo: koło mnie Rydel, a za nami od okna moi bracia Riker i Rocky. A nazywamy się Lynch. Ostatni zaś to nasz przyjaciel Ellington Ratlif :)
*A ja głupia myślałam że to jego dziewczyna -,-...* 
-Hej miło mi was poznać 
- Nam Ciebie również - Odparli chórem
Wszyscy usiedliśmy wygodnie i pilot powiedział że wylatujemy i że mogą być małe turbulencje
-Boję się - powiedziałam dygoczącym głosem do Rossa
-Trzymaj mnie za rękę, zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym ;) To Ci pomoże.
Jak powiedział tak zrobiłam. Złapałam za jego rękę, zamknęłam oczy i nie wiem dlaczego ale pomyślałam o mile spędzonym dniu w basenie i rzeczywiście pomogło. Nawet nie poczułam a już byliśmy w górze.
-I co ? Takie straszne to było - powiedział z uśmiechem Ross
-Nie ;] I Dziękuję że mogłam Cię złapać za rękę
- Spoko niema sprawy ;)
*Z perspektywy Rossa*
Nie wiem dlaczego ale gdy Victoria złapała mnie za rękę poczułem takie jakby.... No jak to powiedzieć ! Aaaa ! ,,Motyle w brzuchu,,. To uczucie wydawało się dziwne, a zarazem pięknę. Jednym słowem ,,nie da się tego określić,,. Lecz nagle poczułem pukanie w prawe ramię...
Teraz to już nie było pukanie tylko Rydel nawalała mnie pięściami i zmartwiona krzyczała:
- Ross ! Ross ! Ross ! Żyjesz ? 
- Aaaaaauuu !!! - krzyknąłem z bólu - Zamyśliłem się
Ufffffff... - Odetchnęła - Żyjesz...
-Bez powodów miałbym zginąć ?
- No nie wiem - zaśmiała się
Nagle spojrzałem na Victorię
-Hahahahah - wybuchła
- No co ? - zapytałem z irytacją
- Nic, nic - Odparła ze śmiechem
*Z perspektywy Victorii*
Przyglądałam się całej sytuacji i mówię wam... Było Warto! Fajnie było zobaczyć jak Rydel uderza pięściami w Rossa, a ten ani rusz xD Zaciekawił mnie tylko jego wyraz twarzy. Wyglądał jak zakochany ale to już nie ważne...
*Victoria*
W końcu po 2 godzinach męczarni. Dolecieliśmy ! Byłam tak uradowana że mało ze szczęścia nie wskoczyłam na Rossa, ale mniejsza o to. W samolocie dowiedziałam się jeszcze dużo ciekawostek o jego rodzinie. Jego rodzice mają na imię Mark i Stormie. Rodzeństwo gra w zespole i nazywają się ,,R5,,. Mają oni wielką willę itd. Mnóstwo było tych informacji i teraz plączą mi się po głowie... 
-Gdzie mieszkasz ? - Spytał zaciekawiony Ross
-Sama nie wiem - zaśmiałam się
- To przyleciałaś tu i nie wiesz ? - Spytał zdziwiony Riker
-Tak jakoś wyszło xD... Chwila napiszę SMSa do mamy to mi przekaże miejsce zamieszkania. Po 5 minutach dostałam adres. Okazało się że jestem sąsiadką tych głupków Lynch'ów. Nawet nie wiecie jaka byłam podjarana na wieść o tym. Zabrałam się z nimi samochodem i dojechałam do nowego domu. Nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie. Mój dom wyglądał tak:

W środku czekała już na mnie mama
-I jak ? Podoba Ci się ?
-Jest przecudny ! - krzyknęłam uradowana po czym rzuciłam się na mamy szyję i mocno ją przytuliłam.
-Twój pokój znajduje się na górze na końcu korytarza po prawej stronie
Ciekawa szybko pobiegłam na górę. Nawet nie wiecie co ujrzałam. Mój pokój wyglądał tak:
Po zobaczeniu pokoju uświadomiłam sobie że bajki jednak istnieją. Tętniąca radością zaczęłam wszystko po kolei oglądać. W końcu była już 19:00. Zbiegłam na dół na śniadanie kuchnia była również cudowna. Zresztą jak wszystkie pokoje w tym domu:
Zadowolona i uradowana zaczęłam przygotowywać kolację. ,,Kolacja była nadzwyczajna,,- Jak to oznajmiła moja mama. A była taka ponieważ jakoś chciałam się odwdzięczyć za ten piękny dom. Po kolacji poszłam do łazienki ubrałam się w moje pidżamy, poszłam na górę i wskoczyłam do mojego ślicznego łoża. Łóżko było tak wielkie i miękkie że po trzech minutach zasnęłam...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej ! ;* Przepraszam że tak późno ale po 3 stycznia weny nie miałam a od 12 mnie nie było i właśnie dzisiaj wróciłam. Strasznie was za to przepraszam i postaram się to nadrobić codziennymi lub co dwu dniowymi rozdziałami ;). I wiem też że strasznie dużo obrazków dodałam w tym rozdziale ale po prostu jak już piszę coś o nowym domu to po prostu nie mogę się powstrzymać. Życzę miłego czytania ;*
-Klaudzia-  

2 komentarze:

  1. Raaany, rozdział swietny... Chciałabym tak spotkać Rossa w samolocie xD Dzisiaj zaczęłam czytac Twojego bloga i od razu się w nim zakochałam. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział
    +Obserwuję bloga
    A i życzę weny w pisaniu kolejnych rozdziałów ;**

    OdpowiedzUsuń